|
Wymiana linków Monitoring serwera Katalog Informacja medyczna Informacje prasowe Lokalizator internetowy Wzory pism i umów Sprawdź Page Rank Anonse towarzyskie Tanie noclegi Praca dla studentów Bezpłatne ogłoszenia Nieruchomości Warszawa Auta z Niemiec |
Blog > Komentarze do wpisu
Siła mediów
Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że mimo, iż delikatnie mówiąc nie jestem zwolennikiem talentu (czyt."talentu") Sebastiana Mili, to nie jest moim największym hobby mieszanie go z błotem. Z jego twarzy, postępowania i wywiadów można wyciągnąć wniosek, że życie i tak dość mocno go skopało, nie mam więc zamiaru się do tego dokładać. Uważam, że od Mili są w Polsce lepsi i gorsi piłkarze, ot to taki typowy przeciętny piłkarz, w sam raz na naszą ligę. Dodam, że miałem takie zdanie, już zanim wyjechał podbijać Zachód, a za jego prawdziwy atut uważałem dobrze wykonywane rzuty wolne, bo wbrew temu co myślą niektórzy, oddał więcej dobrych strzałów niż ten z Manchesteru. Pretensje mam natomiast do mojego ulubionego pisma "Piłka Nożna". Moim zdaniem "Roger" (pseudonim Mili), jest na siłę promowany przez ten tygodnik. Zebrałem na to dowody. Zaczęło się jedenastego marca 2008r. Na stronie piętnastej jednostronicowy artykuł o byłym reprezentancie Polski, wraz z jego zdjęciem, oraz życiorysem. Nie ma w tym nic dziwnego - zawodnik wraca zza granicy, trzeba o nim przypomnieć kibicom. Szóstego maja tygodnik opublikował jedenastkę najlepszych jego zdaniem w kwietniu. Znalazł się w niej oczywiście pan Sebastian, z uzasadnieniem "Kolejny po Bandrowskim i Adamskim piłkarz w naszej jedenastce, który zimą powrócił do polskiej ligi i był to powrót ze wszech miar udany. Mila najwyraźniej odżył w Łodzi, a jego celne podania przyniosły już łodzianom kilka cennych punktów". Czternaście dni później gazeta poszła jeszcze dalej. Zamieszczony ranking polskich ligowców (całego sezonu!) uwzględniał na siódmym miejscu wśród środkowych pomocnikach byłego gracza Groclinu, z lakonicznym uzasadnieniem "Bardzo udany powrót." W następnym numerze osobna rubryka poświęcona spekulacjom transferowym wokół Mili, żeby ludzie przypadkiem nie zapomnieli, że ktoś taki istnieje. Później mieliśmy odpoczynek od "Farbowanej Lali", która jednak powróciła 29 lipca. Raport przed startem sezonu zawierał zdjęcie Sebastiana, z dopiskiem "Jeden z najciekawszych transferów lata". W tekście możemy zaś znaleźć "jakość zespołu podniósł w zasadzie tylko transfer Mili". Jasnowidze, wiedzieli to już przed startem... Tydzień później podsumowanie sparingów w klubach Ekstraklasy. Znów fotka "Rogera" z dopiskiem "lider drugiej linii Śląska Wrocław". Taki to lider, jak z Michniewicza Mourinho. Może ważny zawodnik, może wartościowy, ale liderem to był Zidane, czy Cantona, a na naszym podwórku chociażby Sobolewski. Do tego trzeba mieć charakter. Numer 34, to dwustronicowy wywiad z opisywanym piłkarzem, z tytułem niezwykle charakterystycznym dla tego gracza "Chcę być chciany". W środku oczywiście gorzka refleksja nad życiem futbolisty. To co "PN" zamieściła na czwartej stronie, 16 września to istny absurd. Artykuł "Wujek dobra rada", a w nim, Mila daje rady graczom Lecha i Wisły przed meczami z Austrią Wiedeń (były klub Sebastiana) i Tottenhamem (strzelił gola Manchesterowi City, ale stał się ekspertem od całej angielskiej piłki). Widać, więc czemu drużyna Macieja Skorży odpadła, a Franciszka Smudy przeszła dalej. "Franz" posłuchał Mili! 14 października kolejny ranking - "Najlepsi we wrześniu". W jedenastce oczywiście piłkarz z Koszalina, z uzasadnieniem "Kto wie, czy nie gra lepiej niż przed wyjazdem na Zachód (to tak się da?!-MT.). Już w ŁKS przypomniał o sobie z jak najlepszej strony (albo zrobili to za niego dziennikarze-MT.), w Śląsku zaś jest jednym z liderów." W numerze 47 znajdujemy analizę "Jak polskie kluby wykonują stałe fragmenty gry". O "Rogerze" dowiadujemy się m.in., że jest "mistrzem wykonywania stałych fragmentów gry". Jak wspomniałem, rzeczywiście jest w tym dobry, ale dotychczas myślałem, że mistrzem rzutów wolnych jest Juninho Pernambucano. Tydzień później, krótki tekst o klubowym tramwaju Śląska Wrocław. Oczywiście, znajdujemy też fragment rozmowy z Sebastianem i jego zdjęcie, kiedy bawi się w motorniczego. Pierwsze grudniowe wydanie rozpoczyna się, po raz kolejny, tekstem opowiadającym o tym, jak bardzo rozrywany jest "Roger". W numerze pięćdziesiątym jeszcze raz zestawienie "Najlepsi w listopadzie". W jedenastce, a jakże, Mila, z uzasadnieniem "Wielki renesans formy byłego (przyszłego?) reprezentanta Polski. W słabym ŁKS nie mógł pokazać wszystkich umiejętności, w ofensywnie zorientowanym Śląsku, gra jak z nut. A przede wszystkim strzela gole i to w ilościach, jakich sam się nie spodziewał. W tym miesiącu dwa, w tym jeden wbity Wiśle!" Rzeczywiście, dwie bramki to niesamowity dorobek, stawiający zawodnika w jednym szeregu z największymi tuzami europejskiej piłki kopanej... Następnie doczekaliśmy się rankingu piłkarzy po rundzie jesiennej. Piąte miejsce wśród środkowych graczy drugiej linii zajął, bohater mojego tekstu. Odnotowane zostało, że była to runda życia w jego wykonaniu, grał jeszcze lepiej niż w wiosną w ŁKS, oraz że może śmiało myśleć o powrocie do drużyny narodowej, w której na dobrą sprawę nigdy na dobre nie zaistniał. Moim zdaniem zaistniał i to aż nadto. Wielu świetnych piłkarzy nigdy nie pojechało na Mundial, a "Roger", dzięki Janasowi, miał tą przyjemność. Niezasłużoną, bo była to prawdziwa podróż za jeden uśmiech. W kolejnym tygodniu zestawienie najlepszych polskich piłkarzy (łącznie z grającymi za granicą). Mila na siódmej pozycji, z dopiskiem "W przyszłym roku powinien walczyć o powrót do kadry". Skarb piłkarski wydany przez fachowy tygodnik, uznaje za gwiazdę Śląska Wrocław blondwłosego gracza. Nie będę tutaj katował czytelników długim opisem jego zasług. W miesięczniku "Piłka Nożna Plus", opublikowany został wywiad z piłkarzem, o kolejnym znamiennym tytule "Byłem Osłem". Trauma jest tym większa, że rozmowa ciągnie się aż przez cztery pierwsze strony. Gdy się wreszcie kończy czytający czuje ulgę: "A więc to jednak nie jest wywiad rzeka!" Lista płac polskiej ligi po prostu nie mogła nie uwzględniać, byłego zamiatacza ławek Austrii Wiedeń i Valarengi Oslo. Zarabia on 30 tysięcy złotych miesięcznie (za co?!), a jego transfer kosztował 350 tysięcy euro. Kolejny numer miesięcznika, to wywiad z cyklu "Życie prywatne". Tym razem gościem...Sebastian Mila! Możemy przeczytać m.in., że piłkarz uwielbia zupę pomidorową z makaronem i jak kocha swoją dziewczynę, oraz jak udało mu się ją poderwać. Obowiązkowa lektura, dla wszystkich, którzy chcą zdobyć dziewczynę, ale nie wiedzą jak... Wreszcie najnowszy numer tygodnika, to wywiad z cyklu "90 minut z..." Rozmowa, znów z "Rogerem". Zdaję sobie sprawę, że ta notka może być niesamowicie nudna, ale ona po prostu musiała powstać. Jeśli ktoś dotrwał to tego momentu, to proszę pozostać jeszcze na moment - przeanalizujemy, dlaczego tak się dzieje. Nie mam zamiaru zarzucać dziennikarzom "PN", że nie znają się na futbolu, bo znają się jak mało kto, co często udowadniają. Wiedzą więcej, niż my wszyscy, ledwie kilka osób w naszym kraju jest lepszymi fachowcami. Teraz przechodzimy do teorii spiskowej... Może nie wszyscy wiedzą, że wydawcą "Piłki Nożnej" jest Marek Profus - właściciel firmy Profus Management. Działa ona w branży menedżerskiej, pośredniczy przy transferach zawodników do różnych klubów. Nie udało mi się dotrzeć, do tego jak sytuacja wygląda teraz, jednak jestem na sto procent pewny, że w pierwszych latach XXI wieku Profus pomagał Mili w zmianach braw klubowych (gazeta zamieszczała reklamy, w których chwaliła się w jakich transakcjach uczestniczyła firma szefa). Jak wiadomo, ludzie pracujący w tej branży chcą stałego rozgłosu dla swoich klientów, bo to daje zyski. Cóż więc dziwnego w tym, że dziennikarze wykonują polecenia szefa? Żebyście nie pomyśleli, że jestem szaleńcem, który sam ukuł taką teorię, zacytuję tutaj słowa Rafała Steca napisane w książce "Piłka sss...kopana": Właścicielem najważniejszego branżowego tygodnika Piłka Nożna jest biznesmen zarabiający m.in. na transferach. (...)gazeta chwaląca gracza należącego do stajni wydawcy nie będzie nigdy, niezależnie od intencji i reputacji swoich pracowników, całkiem wiarygodna. Rzeczywiście, po ciągłym promowaniu Mili, którego efektem jest tylko, strach przed tym, że Seba wyskoczy nam w pewnym momencie z lodówki, gazeta utraciła dla mnie dość mocno na wiarygodności. P.S. Zaznaczam, że cały tekst jest tylko hipotezą, moim własnym przypuszczeniem. piątek, 24 kwietnia 2009, mitrel
Komentarze
2009/04/24 23:00:08
Nie, nie sugeruję. Ale sugeruję, że pojawia się w "PN" zdecydowanie za często. A to, że ktoś strzelił 5 goli i zaliczył sześć asyst jesienią, to fajnie, ale choćby strzelił piętnaście to niekoniecznie byłby liderem. Lider to jest przywódca drużyny na boisku i poza nim. Akcje przechodzą przez niego, drużynie nie idzie, to on swoim zachowaniem, tym co mówi, jak gra podrywa zespół do walki.
2009/04/25 04:35:39
Mieszasz dwa znaczenia słowa "lider". "Przywódca" i "najlepszy zawodnik". Ok, Sebastian Mila przywódcą nie jest, co nie zmienia faktu, że był jesienią najlepszym zawodnikiem Śląska i jednym z czołowych zawodników ligi. I trzeba być ciężko uprzedzonym, żeby to kwestionować.
A do Mili, podobnie jak do Rasiaka, akurat wielu jest ciężko uprzedzonych. Cóżeś im uczynił, Pawle J? 2009/04/25 07:16:47
Był jednym z dwóch najlepszych w Śląsku (z J.Gancarczykiem), a może nawet najlepszym. Zgoda. Czy w całej lidze to bym się kłócił, ale załóżmy, że masz racje. To teraz mi powiedz, czemu w "PN" równie często nie pojawiał się Semir Stilic, Paweł Brożek, Maciej Iwański, Jan Mucha czy Takesure Chinyama? Oni też byli jednymi z lepszych, a jednak to Milę widzę w co drugim numerze gazety.
Gość: dem, apn-77-115-57-247.gprs.plus.pl
2009/04/25 18:22:44
Bo Chinyama i Stilić nie są Polakami, a Brozinho gra w Wiśle od lat? :-k Iwański zaś, to taki dziwny typ zawodnika, całkowicie amedialny.
Gość: Deko10, apn-77-112-244-10.gprs.plus.pl
2009/04/27 10:06:18
Leśnicy nazywają to, włożeniem kija w mrowisko.Celne!
2009/04/29 23:25:16
Wiesz Ty co, nie mam nic do Mili, ale jednak masz rację ;) są jednak inni zawodnicy, którzy równie dobrze się spisywali, jednak głucho o nich :( jednak wierzę w dziennikarzy ;)
Gość: Deko10, apn-77-112-92-29.dynamic.gprs.plus.pl
2009/04/30 08:27:56
Słynny Kameruńczyk Roger Milla grał w reprezentacji swojego kraju, mając 41 lat. Nic straconego.
|
Normalnie, drugi Sarzało.