Ostatnie wpisy
Zakładki:
Kontakt:
Linki:
Można mnie znaleźć:
O autorze:
Wymiana linków Monitoring serwera Katalog Informacja medyczna Informacje prasowe Lokalizator internetowy Wzory pism i umów Sprawdź Page Rank Anonse towarzyskie Tanie noclegi Praca dla studentów Bezpłatne ogłoszenia Nieruchomości Warszawa Auta z Niemiec |
Wpisy z tagiem: puchar narodów afryki
piątek, 06 stycznia 2012
Słyszycie już tam-tamy? Zawodzące z oddali orkiestry i jakieś trudne do zidentyfikowania instrumenty? Widzicie przed oczami magów, którzy są gwiazdami największych i tych trochę mniejszych lig europejskich, albo za chwilę nimi będą? Widzicie mecze, w których nie ma żadnej taktyki, jest wybitna technika i świetne przygotowanie fizyczne? W których nie ma kalkulacji, a gdy się przegrywa 0-4 na 15 minut przed końcem, to spokojnie można wyciągnąć wynik na 4-4? Tak. Już za 15 dni rusza najładniejszy turniej piłkarski na świecie - Puchar Narodów Afryki. Zmagania, które rozpoczną się 21 stycznia zapowiadają się jeszcze bardziej niesamowicie niż zwykle. W turnieju rozgrywanym na boiskach Gabonu i Gwinei Równikowej zabraknie bowiem: - Egiptu (wygrywał trzy ostatnie turnieje!) - Kamerunu - Nigerii - RPA a więc tradycyjnych potęg Czarnego Lądu. Będzie natomiast trzech debiutantów - Gwinea Równikowa, Niger i Botswana. Już sobie wyobrażam, ilu świetnych, nieznanych jeszcze piłkarzy przywiozą. W turnieju ma szansę zagrać dwóch piłkarzy z polskiej ligi, obaj reprezentujący Burkina Faso - Abdou Razack Traore z Lechii Gdańsk i Prejuce Nakoulma z Górnika Zabrze. Zmagania potrwają do 12 lutego, kiedy w Libreville odbędzie się wielki finał. Oczywiście, możecie się domyślać, że przez najbliższy miesiąc będzie to temat numer jeden. Bo przecież Puchar Narodów Afryki łykam jak pelikan od dziesięciu lat. To będzie piękna zapowiedź roku obfitującego w wielkie piłkarskie emocje. Ale ten turniej przyniesie te najbardziej pierwotne...
sobota, 23 stycznia 2010
Spośród wszystkich ćwierćfinalistów Pucharu Narodów Afryki najmniej znaną, najskromniejszą i przez to najciekawszą drużyną jest reprezentacja Zambii. Od pierwszego meczu z Tunezją budzi moją sympatię i, to chyba już pewne, to jej życzę końcowego triumfu. Chipolopolo, czyli "Miedziane Pociski" nie mają w składzie wielkich gwiazd światowej piłki, ale mimo to, a może dzięki temu, tworzą świetną, efektownie grającą drużynę. Najbardziej znani gracze to Chris Katongo, biegający po boiskach 2. Bundesligi w barwach Arminii Bielefeld i Jacob Mulenga z holenderskiego Utrechtu, o którym mówi się, że ma wszystko oprócz skuteczności (a na tegorocznym PNA strzelił już dwa gole). Trzeba przyznać, że nazwiska te nie powalają. Znaczy się nie są bardzo znane, bo ich brzmienie na pewno powala. Trudno chyba o bardziej dźwięczne nazwiska w Afryce. Moje ulubione to Chintu Kampamba, ale Kalaba, Chamanga, Singuluma, czy Stophira Sunzu też brzmią całkiem miło dla ucha. Najważniejszymi zawodnikami Zambii na tym turnieju są właśnie wspomniani Kampamba, dwaj szybcy i niebezpieczni skrzydłowi bracia Chris i Felix Katongo czy duet napastników, wspomniany Mulenga z Utrechtu i Chamanga grający w lidze...chińskiej. Pomiędzy nimi biega jedno z "moich" największych odkryć turnieju Rainford Kalaba, który nie wiedzieć czemu przesiaduje w tym sezonie na ławce w portugalskim Uniao Leiria. Ten zawodnik ma chyba najsympatyczniejszą powierzchowność z wszystkich zambijskich piłkarzy i zawsze gdy go widzę przychodzi mi do głowy określenie 'Wesoły Romek'. Wesoły owszem, ale czemu Romek? Mnie nie pytajcie. Maskotką miedzianych pocisków powinien być Joseph Musonda. Ten boczny obrońca jest chyba jedynym zawodnikiem na PNA o miedzianym (w domyśle rudym) zabarwieniu głowy. Innym ewenementem jest Emmanuel Mbola (Pjunik Erewan), który ma ledwie szesnaście lat, jest środkowym obrońcą (!), a w pierwszej reprezentacji rozegrał już jedenaście spotkań (!). Całą ferajną dowodzi najfajniejszy trener turnieju, Francuz Herve Renard. Ma czterdzieści jeden lat, piłkarzem był bardzo przeciętnym, w karierze trenerskiej prowadził dotychczas słabe kluby z ojczyzny, oraz angielskie Cambridge, które jednak w piłce nie ma takiej renomy jak w szkolnictwie wyższym. Dwa lata temu podczas PNA był asystentem Claude'a Le Roy w reprezentacji Ghany. Tak więc reprezentacja Zambii jest jego pierwszą poważną prawdziwą pracą w branży futbolowej i na razie wywiązuje się ze swojej roli znakomicie. A czemu najfajniejszy? Wygląda na faceta twardego, z charakterem, czasem zabija spojrzeniem, czasem ironicznie wyśmiewa decyzje sędziego. Potrafi beznamiętnym, zimnym wzrokiem obserwować boiskowe wydarzenia, ale też czasem w jego oczach jest błysk dzikiego człowieka. A takich właśnie trenerów lubię i cenię.
W następnej rundzie na Zambijczyków czeka Nigeria. Łatwo nie będzie, ale "Super Orły" wcale nie są już takie super jak dawniej. Tak więc wszystko jest możliwe, jak to zresztą w Afryce. P.S. A propos Nigerii, jej najlepszym zawodnikiem na tym turnieju jest Peter Odemwingie z Lokomotivu Moskwa. Przed rozpoczęciem PNA przeprowadzałem dla portalu www.transfery.info wywiad z Bernardem Obiado Ocholeche, nigeryjskim piłkarzem Podbeskidzia. Zapytany o to, czy któryś z jego znajomych nie wystąpi na boiskach Angoli, odparł, że jeszcze w ojczyźnie grał i przyjaźnił się właśnie z Odemwingie. My w Europie czytamy jednak to nazwisko /odemłingi/ lub /odemłindżi/. Ocholeche mówił zaś o nim /odemłange/. Myślę, że trudno o lepsze źródło informacji.
niedziela, 10 stycznia 2010
Wpadam tylko na chwilę by podzielić się ze wszystkimi moją wielką radością. Do teraz serce mi bije z wrażenia. Dziś rozpoczął się Puchar Narodów Afryki. Cóż to był za początek! Pewnie będzie się mówić o tym wszędzie, ale po prostu nie mogę uwierzyć, że da się w jedenaście minut ze stanu 4-0 wyciągnąć na 4-4. To jest wręcz, niesamowite, nadludzkie i mogło się zdarzyć tylko w Afryce i tylko na Pucharze Narodów. Takie mecze są najlepszą reklamą futbolu w ogóle, nie tylko tego na Czarnym Lądzie. W PNA zakochałem się osiem lat temu i od tego czasu uważam go za najpiękniejszy turniej piłkarski na świecie. Zawsze powtarzam, że Mistrzostwa Europy to najwyższy poziom, a mistrzostwa Afryki to największe emocje. Taki mecz otwarcia jest najlepszą zachętą do oglądania turnieju. W dzisiejszym meczu Angola - Mali było wszystko to, co dotychczas znaliśmy z afrykańskiej piłki. Tylko emocje były podniesione do kwadratu. W tym jednym spotkaniu mieliśmy: -masę bramek -najbardziej niesamowity zwrot akcji, jaki można sobie wyobrazić (nie, tego nie można sobie wyobrazić. To trzeba przeżyć) -fatalną pomyłkę bramkarza - obsada tej pozycji jest dla afrykańskich drużyn prawie zawsze największą zmorą. Nie potrafię tego wytłumaczyć, ale gdy zobaczyłem bramkarza Angoli, Carlosa (Rio Ave, Portugalia), wiedziałem, że z całą pewnością popełni w turnieju jakąś gafę. Najpierw interweniował świetnie, ale rzeczywiście, w siedemdziesiątej dziewiątej minucie zachował się fatalnie i pozwolił Seydou Keicie strzelić gola. Wtedy wydawało się, że honorowego. -pomyłkę sędziego na korzyść gospodarzy - na wszystkich turniejach świata można zobaczyć jak sędziowie czasem popełniają błędy na korzyść gospodarzy. Dziś Angola dostała z kapelusza drugi rzut karny, po domniemanym faulu na Gilberto. - rewelacyjną technikę - czy Seydou Keita z Barcelony czy Mohammadou Diarra z Realu czy piłkarze z ligi angolańskiej dysponują świetną techniką. Przyjęcie w pełnym biegu, nagły zwrot to żaden problem. A piłka chodzi po boisku tak szybko, że trudno za nią nadążyć wzrokiem. - świetne trybuny. kibice tańczyli, falowali, śpiewali i grali. Gdy sobie pomyślę co czują teraz Angolańczycy aż mnie dreszcze przechodzą. Warto jeszcze zwrócić uwagę jak fatalnie musi czuć się trener "Czarnych Antylop" Manuel Jose. Jakieś dwadzieścia minut przed końcem ściągnął z boiska swoje gwiazdy Flavio i Gilberto. Bo są wiekowi i chciał ich oszczędzać na kolejne mecze. Wydawało się, że to rozsądna decyzja. Przecież przy stanie 4-0 i tak nic złego się nie może stać. W Afryce jednak może. Zaskoczyła mnie duża jak na PNA liczba goli zdobytych głową. Dziś padły takie aż trzy. Dwa z nich zdobył niższy o głowę od większości na boisku, Flavio, jednego, najładniejszego, nieoceniony Frederic Kanoute. A gdyby piłkarze Angoli byli bardziej koleżeńscy, to już dziś mielibyśmy głównego kandydata do tytułu króla strzelców. Flavio dwa gole strzelił z akcji, ale nie pozwolono mu wykonywać żadnego z dwóch rzutów karnych. Jak dobrze, że to dopiero początek. Jutro najciekawiej zapowiada się spotkanie Wybrzeża Kości Słoniowej z Burkina Faso. W drugim meczu zmierzą się zespoły Algierii i Malawi. Faworytem są ci pierwsi, ale ja bym skazywanych na pożarcie chłopców z nad jeziora Nyasa nie skreślał. Nie w Afryce. | |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||