Ostatnie wpisy
Zakładki:
Kontakt:
Linki:
Można mnie znaleźć:
O autorze:
Wymiana linków Monitoring serwera Katalog Informacja medyczna Informacje prasowe Lokalizator internetowy Wzory pism i umów Sprawdź Page Rank Anonse towarzyskie Tanie noclegi Praca dla studentów Bezpłatne ogłoszenia Nieruchomości Warszawa Auta z Niemiec |
Wpisy z tagiem: Puchar Narodów Afryki 2012
środa, 15 lutego 2012
A było to tak... Ciężko się w ogóle w mojej sytuacji bronić. Jestem złapany na gorącym uczynku, z alkoholem bez akcyzy za pazuchą, nielegalną bronią w ręku, szczyptą kokainy w kieszeni i piracką płytą w drugiej ręce. Plany, sami wiecie, że były ambitne. Mieliście tu razem ze mną poznać wszystkie drużyny Pucharu Narodów Afryki, mieliście ten puchar wspólnie ze mną oglądać (wszystkie mecze oczywiście). No, także... Także, kiedy już widziałem, że stoczyły się na mnie głazy, spod których się prędko nie wydobędę bardzo plułem sobie w brodę. Ale nic. Przegapiłem najpiękniejszy dla mnie turniej na świecie. Dochodziły mnie słuchy, że był beznadziejny, które z jednej strony dawały mi choć trochę ukojenia, a z drugiej - wiem, że zawsze wszyscy tak mówią, a potem i tak patrzę na te wszystkie Botswany, Gabony i Burkiny Faso zachwycony. Koniec końców obejrzałem w czasie PNA trzy mecze. Gwinea Równikowa - Libia (słaby), Senegal - Zambia i Zambia - WKS. Niech mi ktoś powie, że ten finał był słaby... Znaczy, pewnie gdyby miliony odwiedzały ten blog, to miliony by mi to powiedziały. Ale sami zobaczcie. To rozpoczęcie gry, rzut rożny dla Zambii i tak genialnie pomysłowe, wyćwiczone jego wykonanie, że nagle facet niekryty strzela z 10 metrów w róg bramki. Afrykańska piłka to tylko kilogramy mięśni, kilometry biegu, kilometry na godzinę biegu i dzikie atakowanie? Toż to było rozwiązanie stałego fragmentu gry, które na miejscu europejskich trenerów już bym skrupulatnie rozrysowywał w kajecie. Patrzyłem zniechęcony na wyniki kolejnych meczów, przygnieciony wyrzutami sumienia, że nie bazgrzę o tym ani słowa. No, ale myślę sobie, Zambia wisi jako pierwsza wiadomość, a właśnie wyszła z grupy. To w sumie nie tak źle, wygląda w miarę aktualnie. Później Zambia przechodzi ćwierćfinał. Później półfinał. Później wygrywa finał. Wchodzisz na "Z nogą w głowie", a tam Zambia. I tak miało być. Wy myśleliście, że ja będę przedstawiał wszystkie drużyny Pucharu Narodów? Przecież to, co najważniejsze nie dość, że przedstawiłem, to jeszcze zostawiłem Wam na miesiąc, żebyście sobie dobrze zapamiętali. "Można sobie wyobrazić, jaki smak miałoby wygranie finału właśnie w Libreville..." - tak zakończyłem poprzednią notkę, 10 stycznia. No i jak, z miesięcznym opóźnieniem, ale też już umiecie sobie wyobrazić ? :-)
wtorek, 10 stycznia 2012
Jeśli chcecie swoim uszom zapewnić w styczniu rozrywkę, zapomnijcie o radiu. Zamiast tego oglądajcie mecze Zambii, a wasze organy słuchu będą zachwycone. Byle tylko często padały nazwiska Chintu Kampamby, Rainforda Kalaby, Stophiry Sinzu, Jonasa Sakuwahy... Zambia była moim odkryciem dwa lata temu. Wtedy niespodziewanie doszła do ćwierćfinału, gdzie uległa Nigerii. Odkryciem był też Herve Renard, francuski trener, od którego charyzma bije na milę. Jako, że Renard pozostał szkoleniowcem Zambii, a w kadrze ostali się posiadacze wymienionych wcześniej pięknych nazwisk, Chipolopolo mogą liczyć na moje kciuki. Selekcjoner mógł być jednak zupełnie inny. W 2010 roku, dwa miesiące przed końcem kontraktu, Renard zrezygnował i objął kadrę Angoli. Szybko przestał tam pracować i objął algierski USM Algier. Tyle, że zarówno Zambii, jak i Renardowi osobno wiodło się źle. Syn marnotrawny więc powrócił i wszyscy liczą, że znów przynajmniej wyjdzie z grupy. Sytuacja od 2010 roku tak bardzo się jednak nie zmieniła. To znaczy, siłą Miedzianych Pocisków jest zespołowość, którą zbudował właśnie Francuz. Bo jak spojrzeć na nazwiska, to Zambia kompletnie niczym nie imponuje. Nieliczni piłkarze grają w europejskich klubach, żadni w topowych. Większość przesiaduje w niezłej, ale tylko w skali Afryki, lidze RPA. „U nas” występują tylko Wiliam Njovu (Hapoel Shmona), Chisamba Lungu (Ural Oblast), Justin Zulu (Hapoel Rishon) i Emmanuel Mayuka (Young Boys Berno). Słabo, sami przyznacie. Ale jeśli będą tak dobrzy, jak dwa lata temu, wyjście z grupy wróżę im spokojne. Eliminacje pokazały właściwie niewiele. Zambia wygrała grupę, ale bardzo przeciętnie obsadzoną. Minimalnie wyprzedziła Libię, z którą znów pewnie powalczy o awans z grupy, Mozambik i Komory. Pamiętacie tego ekstremalnie grubego bramkarza z Mozambiku? Naprawdę nie sztuka ich pokonać... Dla zambijskich piłkarzy ewentualne wyjście z grupy może mieć wymiar szczególny. W fazie pucharowej mogą bowiem grać w gabońskim Libreville. To 500 metrów od brzegu tego miasta w 1993 roku runął samolot przenoszący drużynę narodową Zambii na mecz eliminacji mistrzostw świata z Senegalem. Zginęło tam 18 piłkarzy i członkowie sztabu szkoleniowego. 18 piłkarzy z najzdolniejszego pokolenia w historii Zambii. W pierwszej połowie lat 90. Dwa z trzech PNA kończyli na podium. Można sobie wyobrazić, jaki smak miałoby wygranie finału właśnie w Libreville...
poniedziałek, 09 stycznia 2012
Pierwszy mundial jaki pamiętam? Zależy, o co pytacie. Mam w głowie urywki z meczu Holandia - Argentyna z 1998 roku, całkiem dobrze pamiętam finał tych samych mistrzostw. Ale tak naprawdę kręćka na punkcie piłki dostałem dwa lata później i pierwszy mundial, który chciałem pochłonąć w całości nadarzył się w 2002. Nie mogę więc udawać, że do Senegalu nie mam sentymentu. Skaczący w bramce Tony Sylva, szalejąca miotła na boku obrony - Ferdinand Coly, skała Papa Bouba Diop w środku, czy Henri Camara oraz El Hadji Diouf z przodu. No, wielcy. Poznałem ich wcześniej, niż cały świat, bo zimą 2002 roku zaliczyłem swój pierwszy Puchar Narodów Afryki, na którym Senegalczycy zostali wicemistrzami kontynentu. Świat usłyszał o nich, gdy ograli Francję, o której wszyscy myśleli wówczas, jako o wielkiej, wszak była aktualnym mistrzem świata i Europy.
sobota, 07 stycznia 2012
Takie sytuacje zdarzały się już nieraz. Polska z powodu stanu wojennego miała bardzo utrudnione przygotowania do mistrzostw świata w 1982. Przywiozła brązowy medal. Podobnie, jak Chorwacja 16 lat później. Irak został w 2006 mistrzem Azji. Choć generalnie przyjemniej jest przygotowywać się do wielkiego turnieju w dobrych warunkach, to ciężka sytuacja kraju często napędza dodatkowe pokłady ambicji. Futbol przestaje być futbolem, zaczyna być więcej niż futbolem. O serbskich siatkarzach pisał Rafał Stec następująco: Nie wiem, jak oni to robią. Nie wiem, jak serbscy siatkarze przezwyciężają samych siebie, niespecjalnie trafiają do mnie opowieści o bolesnej historii, która skazywała ich naród na ciągłą walkę o przetrwanie i uczyniła patriotów pragnących umrzeć dla ojczyzny także na boisku. W każdym razie oni rzeczywiście wyglądają pod siatką tak, jakby parli po coś więcej niż chwała w kolorze medalu. I to właśnie może być siła Libii na Pucharze Narodów Afryki. Nie jest to szaraczek pokroju Gwinei Równikowej, ale do faworytów, albo choć aspirantów do tytułu nie można jej zaliczyć. Komfortu podczas przygotowań w ogarniętym chaosie kraju, który jeszcze przed chwilą przeżywał wojnę też na pewno nie mieli. A jednak zamieszanie przetrwali zdecydowanie lepiej niż chociażby Egipcjanie, którzy startowali z wyższego pułapu. Sieroty po Mubaraku piłkarzy mają świetnych, drużynę, która trzy razy z rzędu zdobywała tytuł najlepszej drużyny Afryki, totalnie dominując na kontynencie. Zajęcie przezeń ostatniego miejsca w grupie z Nigerem, RPA i Sierra Leone traktuję jako największą sensację eliminacji. A Libijczycy? Zna ktoś ich choć jednego piłkarza? No właśnie. Problem z nimi jest taki, że mają w miarę mocną w skali kontynentu ligę, więc opłaca im się w niej grać, ale też nie są na tyle dobrzy, by europejskie kluby wykazywały jakąkolwiek determinację w ich pozyskiwaniu. Może to doprowadzić do tego, że w kadrze na turniej znajdzie się ledwie jeden piłkarz grający na Starym Kontynencie – Djamal Mahamat z portugalskiej Bragi, który markę wyrobił sobie w Beira Mar. Reszta w większości gra w miejscowych klubach – Al Ittihad Trypolis, Al Alhy Benghazhi, lub sporadycznie w Egipcie. Historycznie Libia wiele lepiej nie wyglądała. Na mundial nie wdrapała się nigdy, w Pucharze Narodów Afryki grała ledwie dwa razy. Jedyny sukces odniosła wtedy, gdy my osiągaliśmy ostatni. W 1982 roku zorganizowała turniej, w którym zajęła drugie miejsce. Następny raz pojechała na mistrzostwa Afryki sześć lat temu do Egiptu, gdzie odpadła po fazie grupowej. Ostatnie lata i tak można jednak nazwać tłustymi. Wszak na tegoroczny turniej Zieloni się dostali, przegrywając w grupie z Zambią, wyprzedzając Mozambik i Komory i mając najlepszy bilans z drugich miejsc. A za pięć lat sami, po raz drugi, PNA zorganizują, więc mają w nim zapewniony udział. W styczniowym turnieju zagrają z Gwineą Równikową, Zambią i Senegalem. Faworytem nie są, ale rywale też nie wyglądają na terminatorów. W przeciwieństwie do przedstawianej wczoraj Gwinei R. Libijczycy mają jeden atut. Pracującego od dwóch lat brazylijskiego trenera Marcosa Paquetę. W przeciwieństwie do swojego rodaka, z którym zmierzy się w meczu otwarcia, ma jakieś doświadczenie i jakieś sukcesy. Przez osiem lat prowadził Flamengo Rio de Janeiro przez dwa Fluminense, doprowadził reprezentację Brazylii do mistrzostw świata U-17 i U-20. Może przemieni zgraję anonimów, w zgraję jednoczącą rozerwaną ojczyznę?
piątek, 06 stycznia 2012
Drugiej tak słabej drużyny, jak Gwinea Równikowa na tegorocznym Pucharze Narodów Afryki teoretycznie nie powinno być. W ogóle w Afryce mało jest tak słabych reprezentacji. Im bardziej przyglądam się współgospodarzom tegorocznej imprezy, tym bardziej widzę analogie do polskiej sytuacji. Choć nasza jest jednak chyba troszkę lepsza...
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||