Niesztampowo, interesująco, kontrowersyjnie i zaskakująco - piłka nożna od innej strony.

























Wymiana linków Monitoring serwera Katalog Informacja medyczna Informacje prasowe Lokalizator internetowy Wzory pism i umów Sprawdź Page Rank Anonse towarzyskie Tanie noclegi Praca dla studentów Bezpłatne ogłoszenia Nieruchomości Warszawa Auta z Niemiec

Wpisy z tagiem: rosja

piątek, 05 lutego 2010

 

W drodze na mecz ligowy?

Do napisania tej notki skłonił mnie niespodziewany transfer reprezentanta Polski Wojciecha Kowalewskiego do absolutnego beniaminka pierwszej ligi rosyjskiej - Sybiru Nowosybirsk. Mało kto wie cokolwiek o tym klubie, ja poszperałem, powęszyłem i spod śniegu (tam wszystko jest pod śniegiem) wydobyłem garść informacji. Przy okazji powiem też o dwóch innych klubach, które dla nas Europejczyków leżą jeszcze bardziej na końcu świata.

Sybir Nowosybirsk

Drużyna z samego serca Syberii zajęła w 2009 roku drugie miejsce (za Anzhi Machaczkala) i pierwszy raz w siedemdziesięcioczteroletniej historii awansowała do najwyższej ligi. Klub powstał w 1936 roku jako Borevestnik Nowosybirsk. Późniejsze nazwy to: Krylja Sovetov (Radzieckie Skrzydła), Sibselmash (Syberyjskie maszyny rolnicze), SETM (Syberyjska Ciężka Inżynieria Elektryczna), Chkalovets (od Walerego Czkałowa, lotnika radzieckiego, który jako pierwszy człowiek w historii przeleciał nad Biegunem Północnym), Chkalovets Fokunis, Chkalovets 1936. Obecna nazwa obowiązuje dopiero od 2006 roku i jest już dziewiątą w historii. Ciekawe kiedy kolejna zmiana?

Miasto Nowosybirsk to największy ośrodek na Syberii i trzecie co do wielkości w Rosji, po Moskwie i Sankt Petersburgu (ma 1 425 500 mieszkańców). Jest osadą stosunkowo młodą, powstałą w 1896 roku, wtedy kiedy w pobliżu powstawała kolej transsyberyjska. To właśnie jej Nowosybirsk zawdzięcza tak dynamiczny rozwój. Zadziwiające, że dopiero teraz przełożyło się to na sukcesy piłkarskie, bo hokeiści z tego miasta już od jakiegoś czasu grają w rosyjskiej elicie. Niewątpliwie finansowy potencjał syberyjskiej drużyny pozwala myśleć o zostaniu, w dającej się przewidzieć przyszłości, liczącą się siłą w Rosji. Oby z udziałem naszego "Gibona", który ma w Premier Lidze solidną markę.

Na samym końcu świata grają dwie drużyny, które teoretycznie mogłyby wystąpić w europejskich pucharach. Ciężko byłoby o śmieszniejszą sytuację - klub z miasta, z którego rzut beretem do Chin, Korei Północnej czy Japonii, miałby rywalizować w EUROPEJSKICH rozgrywkach!

Zarówno Okean Nakhodka jak i Łucz Energija Władywostok miały już okazję występować w lidze rosyjskiej. Po ich spadku do niższych lig (Nakhodka jest dziś w trzeciej, Łucz Energija w drugiej), cała elita głośno odetchnęła zaś szpetnie zaklęły niższe klasy rozgrywkowe.

Okean Nakhodka w 1989 roku osiągnął swój największy sukces w historii - zdobył Puchar Federacji Rosyjskiej! W sezonach 1992 i 1993 grał w najwyższej lidze rosyjskiej, był jednym z jej założycieli i wyraźnie skorzystał na rozpadzie ZSRR, gdyż do "swoich" nowych lig odeszły takie potęgi jak Dynamo Kijów, Szachtar Donieck, Dynamo Tbilisi i inne.

W dzisiejszej kadrze zespołu znajduje się dwudziestu jeden piłkarzy. Dwudziestu Rosjan i jeden rodzynek z Urugwaju - Santiago Silva. Gdzie chłopa wywiało tak daleko od Montevideo?

Miasto Nakhodka liczy sto czterdzieści osiem tysięcy mieszkańców, leży 9 tysięcy kilometrów (!) od Moskwy i osiemdziesiąt pięć na wschód od Władywostoku. Najbliżej leżąca osada mająca prawa miejskie - Partizansk, jest oddalona "tylko" o pięćdziesiąt kilometrów. Mimo to nawet z takiego miejsca można się wybić do świata wielkiego futbolu - zawodnik Zenita Sankt Petersburg, Wiktor Fajzulin pochodzi właśnie z Nakhodki.

Wreszcie najbardziej utytułowany z tych klubów, czyli wspomniana już Łucz Energija Władywostok. Pierwszy raz w Premier Lidze grali chłopcy z Władywostoku już w 1993 roku. Doszło wtedy do jedynych w najwyższej lidze Wielkie Derbów Końca Świata Łucz Władywostok - Okean Nakhodka (w rzeczywistości kibice obu klubów mają tzw. kosę, czyli się nie lubią). Triumfalnie powrócili do elity w sezonie 2006, a spadli dopiero w 2008 roku. Oczywiście ich największym atutem była gra u siebie, ale nie pomagały im ściany tylko geografia, a najsłabiej radzili sobie na wyjazdach. Lot z Moskwy trwa dziewięć godzin, po uwzględnieniu siedmiogodzinnej różnicy czasu.

Do głośnej sytuacji doszło kilka lat temu, gdy Łucz Energija mierzyła się z Zenitem. Troje fanów petersburskiego klubu - Evgeny Stepanov, Aleksandr Zarayski i Veronika Davidova udali się na wyjazd ukochanej drużyny do Władywostoku. Piętnaście tysięcy kilometrów przemierzyli własnym samochodem. Ten odmówił posłuszeństwa, ale na ich szczęście dopiero w punkcie docelowym, bo gdyby złośliwość rzeczy martwych objawiła się gdzieś w okolicach, które na mapach nie mają zaznaczonych żadnych punkcików, raczej byśmy o nich nie słyszeli. Po meczu, wygranym przez Zenit 2-0 (a spróbowaliby przegrać!), prawdziwi kibice-fanatycy wrócili koleją transsyberyjską. Kiedy wrócili, Zenit sprezentował im nowe samochody. Niesamowity heroizm fanów, ale też ładne zachowanie klubu, bo wydaję mi się, że u nas nikt by się o takim wyczynie nie zająknął.

Łucz Energija wzbudzała jednak częściej negatywne emocje. Po tym jak CSKA Moskwa przegrał we Władywostoku 4-0, bramkarz "Koni", Igor Akinfiejev powiedział, że rywale powinni grać w lidze japońskiej.

Piłkarze z Moskwy mogą sobie narzekać, ale najbardziej na położenie mogą psioczyć gracze z Władywostoku. To oni musieli podróż do Moskwy i z powrotem pokonywać sześciokrotnie. Obliczono, że w ekstraklasowych sezonach, zawodnicy Łucz Energii pokonywali łącznie dwieście tysięcy (!) kilometrów.

Samo miasto Władywostok to w wolnym tłumaczeniu 'Wschodni Władca'. Bliżej niż do Moskwy (w linii prostej 6500 km.) jest stamtąd do Bangkoku (5600), Seulu (750), Tokio (1050) czy Pekinu (1330).

Jedyne co może motywować do gry w Łucz Energii to pewnie bardzo godne zarobki. Innymi rzeczami ciężko skusić - wszędzie daleko, a roczna średnia temperatura wynosi 4.3 stopnia Celsjusza.

Teraz piłkarze z Władywostoku występują w drugiej lidze, gdzie rozgrywają arcyciekawy mecz, który robi na mnie wielkie wrażenie i podkreśla potęgę Rosji - ich rywalem jest również drugoligowa... Baltika Kaliningrad! Niby każdy wie, że to wielki kraj, ale czy nie przemawia do waszej wyobraźni fakt, że drużyna z miasta do którego z takiego Elbląga jest rzut... dyskiem (czy młotem jak kto woli), gra w jednej lidze z klubem spod granicy z Koreą Północną?!

Marzę, żeby kiedyś Łucz albo Okean zakwalifikowały się do europejskich pucharów i żeby los przydzielił im Fylkir lub Valur Rejkjavik (tudzież inną drużynę islandzką). Oba miasta będzie dzieliło dziesięć godzin różnicy. A mówią, że Europa to mały kontynent...

PS Oczywiście można też sobie wyobrazić drużynę, z miasta, które będzie położone jeszcze dalej na wschód niż wspomniane. Władywostok nie wyczerpuje możliwości Rosji, co to to nie! Gdyby tak któregoś dnia do Premier Ligi wszedł klub z miejscowości Uelen położonej nad Cieśniną Beringa, tuż przy linii zmiany daty i całkiem niedaleko od Alaski, to jeszcze by Akinfiejev zatęsknił za bliziutkimi wyjazdami na mecze z Łucz Energiją.

PS 2 Chyba powinienem zorganizować jakąś zgodę pomiędzy kibicami Hull City i Łucz Energii Władywostok. Dlaczego? Sami popatrzcie: